21 stycznia 2012 roku Muzeum Etnograficzne we Wrocławiu gościło człowieka niezwykłego i pełnego pasji, poszukiwacza i odkrywcy dawnych tradycji muzycznych – Zbigniewa Butryna. Artysty, lutnika, nauczyciela. To właśnie on odnalazł i wskrzesił archaiczny, tajemniczy i piękny instrument ludowy zwany suką biłgorajską. Artysta wraz z rodziną założył Szkołę Suki Biłgorajskiej w Janowie Lubelskim (www.szkola.sukabilgorajska.pl). Piszą o sobie:
„Muzyka ludowa towarzyszy nam od zawsze. Jest naszą życiową pasją. Staramy się kontynuować tradycje muzyczne naszego regionu w sposób jak najbardziej naturalny i zbliżony do pierwowzoru, tzw. in crudo czyli bez stylizacji… Konsekwencją tego było założenie kilka lat temu nieformalnej Szkoły Suki Biłgorajskiej (oddolna, prywatna, niezależna inicjatywa), która już skupia wcale niemałe grono uczniów i admiratorów muzyki tradycyjnej.
Szkoła Suki Biłgorajskiej to szereg działań, na które składają się m.in: lekcje gry na instrumentach ludowych, warsztaty, prezentacje, a także spotkania z wiejskimi muzykantami i śpiewakami.
Szkoła swą siedzibę ma w Janowie Lubelskim w blisko stuletniej chałupie, zamieszkiwanej kiedyś przez lokalnego muzykanta Władysława Bieńko.
Głównym celem Szkoły jest edukacja muzyczna młodych ludzi w zakresie muzyki ludowej regionu janowsko-biłgorajskiego, a także ożywienie i wprowadzenie na nowo suki biłgorajskiej do praktyki muzycznej.”
Wrocławskie spotkanie w muzeum rozpoczęło się o 14.00 od żywego wykładu na temat powstania i historii instrumentu. Następnie słuchacze mieli okazję wziąć udział w warsztatach gry na suce oraz basach i bębenkach, a na koniec mogli uczestniczyć w koncercie kolęd i pastorałek w wykonaniu Zbigniewa, Marty i Krzysztofa Butrynów.
Organizatorem spotkania było Stowarzyszenie „Schola Gregoriana Silesiensis” (www.ssgs.pl), a koordynatorką projektu Katarzyna Zedel.
Na imprezę w muzeum wyciągnąłem, trochę na siłę i z przekorą, moje dwie panny Grażynkę i Różę. Nie ukrywam, że byłem pełen obaw, czy moje dwa skrzaty będą w ogóle chciały tam wysiedzieć chociaż godzinkę. Okazało się, że momentami miały więcej frajdy ode mnie, interesując się żywo wszystkim co wydawało dźwięki. Temat warsztatów okazał się i dla mnie na tyle intrygujący, że chętnie poczułbym prawdziwego ducha tradycji muzycznych Lubelszczyzny. Pozostaje mi tylko spakować plecak i w drogę…
Najświeższe komentarze